Witamy Was na naszym blogu. Mamy na imię: Julia, Ola i Julia i jesteśmy zwariowanymi fankami cudownej aktorki Heleny Bonham Carter. Mamy zawsze szalone pomysły i bujne wyobraźnie. Postanowiłyśmy założyć bloga z żartobliwymi opowiadaniami i "sztukami teatralnymi", które razem wymyślamy. Nie należy ich traktować poważnie, zwykle powstają one kiedy nasze wyobraźnie poniosą nas na nieznane drogi nad których biegiem nie mamy wpływu (jak to ujęła Julia – Nellie Lovett). Będą najczęściej związane z naszymi ulubionymi filmami, książkami i bohaterami, w których wciela się Helena i nie tylko. Zapraszamy do czytania naszej pierwszej "sztuki teatralnej".
Opis: Jest XIX wiek. Dwie starsze, ekscentryczne damy spotykają się na ulicy i szybko przekonują się, że mają ze sobą wiele wspólnego. Postanowiają się razem udać do znanego w całym Londynie lokalu– paszteciarni Mrs. Lovett. W drodze prowadzą poważne dyskusje na temat życia i trafiają na kilka małych przeszkód. Gdy trafiają do lokalu i odkrywają jego mroczne sekrety, szybko przekonują się, że mogą zapłacić najwyższą cenę za swoją próżność i przemądrzałość, cenę życia.
Gatunek: Komedia, thriller.
Na podstawie: film Tima Burtona: "Sweeney Todd: Demoniczny Golibroda z Fleet Street".
Bohaterowie:
1. Starsza Dama.
2. Koleżanka Starszej Damy.
3. Mrs. Lovett (w filmie zagrała ją Helena Bonham Carter). Właścicielka paszteciarni.
4. Sweeney Todd (w filmie zagrał go Johnny Depp). Golibroda mieszkający nad paszteciarnią i współracujący z Mrs. Lovett.
Był słoneczny, ciepły poranek. Dwie damy o burzliwych charakterach natknęły się na siebie, na ulicy i zaczęły się ze sobą sprzeczać. Powodem mogły być silne promienie słońca, które wpływały niekorzystnie na mózgi obu pań. Jednak po bliższym poznaniu okazało się, że mają ze sobą wiele wspólnego, więc szybko zaprzyjaźniły się ze sobą:
Starsza Dama: Ależ ja się nie kłóce! Ja tylko mówie swoje argumenty, które mają większe prawdopodobieństwo niż argumenty wypowiadane przez panią! To nie jest kłótnia! To jest zwykła konwersacja i wręcz śmiem twierdzić – matematyka!
Koleżanka Starszej Damy: Ależ prze pani! Proszę się tak wulgarnie nie wyrażać!
Starsza Dama: Ja się wulgarnie wyrażam? Ależ skąd! Skąd pani taki pomysł przyszedł do głowy?
Koleżanka Starszej Damy: Proszę pani, niech pani się uspokoi. Rozawiajmy jak cywilizowani ludzie z XIX wieku!
Starsza Dama: Dobrze, przepraszam, troszeczkę się uniosłam, ale cóż... Czego człowiek nie robi w obronie własnych argumentów? Dla matematyki, oczywiście.
Koleżanka Starszej Damy: Jak to ktoś mówił, proszę pani, matematyka jest "królową nauk".
Starsza Dama: Tak, tak, zgadzam się.
Nowa koleżanka Starszej Damy zamyśliła się i przestała zwracać uwagę na wypowiedzi drugiej. Starsza Dama zniecierpliwiła się:
Starsza Dama: Nie życzę sobie tak długo czekać na pani odpowiedź! Nie jestem cierpliwym człowiekiem .
Koleżanka Starszej Damy: Excuse-moi? Co pani powiedziała? Cierpliwosć to podstawa!
Starsza Dama: Tak, tak, wiem, ciąglę ją trenuję, ale cóż zacytuje tu Czerwoną Królową z filmu "Alicja w Krainie Czarów":"Nie jestem cierpliwym władcą". Cóż, ta wypowiedź całkowicie się do mnie odnosi.
Koleżanka Starszej Damy: Ach owszem... Cierpliwość jest też mą słabą stroną.
Starsza Dama: No widzi pani ile my mamy wspólnego.
Koleżanka Starszej Damy: Tak widzę, mam okulary.
Starsza Dama: Pani, słyszałam, że u Mrs.Lovett są naprawdę wyborne paszteciki, może się tam wybierzemy?
Koleżanka Starszej Damy: Tak, to świetny pomysł! I słyszałam jeszcze, że na górze jest zakład słynnego golibrody! Zabiorę tam swojego męża.
Starsza Dama: Och, tak też słyszałam o tym zakładzie!
Koleżanka Starszej Damy: A kim jest pani mąż?
Starsza Dama: Mój mąż jest arystokratą, szlachcicem, doprawdy jest z niego prawdziwy dżentelmen. A pani mąż?
Koleżanka Starszej Damy: Mój mąż to Maximus Decimus Merdius Decimus Maximus Merdisius Maximus Decimus Merdius Decimus Maximus Merdius Maximus Merdius Decimuse Meridius Maximus Decimus…*
Minęła godzina.
To jest jego pełne imię.
Starsza Dama: Ależ pani! Nie ochrypła pani?
Koleżanka Starszej Damy: Nie, ja nigdy nie mam chrypki, proszę pani, bo ja piję Whiskey! Polecam na chrypkę!
Starsza Dama: To jak? Przejdziemy się do Mrs.Lovett? To niedaleko, na Fleet Street.
Koleżanka Starszej Damy: Tak, z wielką przyjemnością.
Nagle kobieta przystanęła i chwyciła się za głowę. Druga dama spojrzała na nią z niepokojem.
Proszę poczekać! Zamuliło mi w głowie! Och te lata!
Starsza Dama: Och proszę! Niech się pani napije!
Kobieta szybko wyciągnęła rum ze swojej torebki i podała koleżance. Dama przyłożyła butelkę do ust i wypiła całą jej zawartość za jednym razem.
Koleżanka Starszej Damy: Bradzo dziekuję szanowna pani.
Starsza Dama: Proszę bardzo, madame. Idziemy dalej?
Obie damy ruszyły dalej drobnymi kroczkami i po godzinie dużego wysiłku dotarły do słynnego lokalu.
Starsza Dama: Jesteśmy na miejscu!
Nagle koleżanka damy ponownie przystanęła i z lekkim okrzykiem zemdlała. Osunęła się na ziemię waląc głową o chodnik i kurząc przy tym swoją suknię.
Starsza Dama: Proszę pani! Co się stało?! Czy słyszy mnie pani?
Dama podeszła do niej, ocuciła ją i pomogła jej stanąć na nogi.
Koleżanka Starszej Damy: Uch, och, ech!
Starsza Dama: Co się stało?
Koleżanka Starszej Damy: To przez ten skwar o poranku...
Ok, wejdźmy wreszcie do środka, och! To znaczy: dobrze, a więc wejdźmy do środka... ach ten młodieżowy slang mnie przerasta i się nim zarażam wbrew własnej woli! Świat schodzi na psy! Ten slang rozniósł się po świecie normalnie jak czarna plaga!
Starsza Dama: Och, zgadzam się! Co się dzieje z tymi ludźmi?! Za chwilę to jeszcze jakiś kanibalizm wprowadzą!
Koleżanka Starszej Damy: Jakże niezmiernie się cieszę, że pani dzieli moje skromne zdanie.
Starsza Dama: Jak już wcześniej wspomniałam pani, jesteśmy podobne pod wieloma względami. A teraz wejdźmy do środka.
Koleżanka Starszej Damy: Tak, och ten skwar!
Otworzyła drzwi.
Pani przodem!
Starsza Dama: Och, nie prze pani! Pani powinna wejść pierwsza! Widzę, że słońce źle pani służy!
Koleżanka Starszej Damy: Ale ma pani rację, miałam wachlarz, ale mój mąż Maximus Decimus Merdius Decimus Maximus Meridius…
Minęła godzina
Pożyczył go.
Starsza Dama: Przepraszam za moją śmiałość, madame, ale czy mogłaby pani wymawiać jego imię w jakimś skrócie?
Koleżanka Starszej Damy: Ach tak, mówię mu "Maxi", ale on tego nie lubi.. On woli swoje całe imię, mówi, że tak jest "szlachetniej" i bardziej "rzymsko".
Starsza Dama: Och, to uszanuję to, jednakże nie zapamiętałam jego pełnego imienia, ale cóż, później mnie pani nauczy. A teraz wejdźmy.
Koleżanka Starszej Damy: Tak, wchodzimy. Pani przodem.
Starsza Dama: Och, proszę się nie kłócić ani nie prowadzić konwersacji matematycznej, signiora! Bardzo proszę! Pani przodem!
Koleżanka Starszej Damy: A więc pójdźmy na kompromis, szanowna pani, i wejdźmy do lokalu równocześnie!
Starsza Dama: Zgadzam się.
W końcu damy znalazły się w środku. Lokal był dosyć ciemnym, ale przytulnym pomieszczeniem. W tej chwili był pusty; najwięcej gości przychodziło w godzinach popołudniowych, na obiad. Ściany były obklejone tapetą w kwiatki, stoły wypolerowane, na krzesłach znajdowały się miękkie poduszki, a w wazonach suszone kwiaty. Gdzieś w rogu wisiała klatka ze świergotającymi papużkami.
Gdzie Pani zechce usiąść?
Koleżanka Starszej Damy: Gdzieś przy oknie, które wychodzi na katedrę. Tam mieszka taki miły ksiądz, ale niestety nie widziałam go do dłuższego czasu. Pewnie jest chory.
Starsza Dama: Dobrze, jak pani zechce.
Koleżanka usiadła na przeciwko drugiej damy. Po chwili zjawiła się blada kobieta. Była ubrana w ciemną, rozłożystą suknię, z dużym dekoltem, spod której wystawały kolanówki w czarno-białe pasy i małe, sznurowane buty na krótkich obcasach. Włosy miała ciemnobrązowe i lokowane. Upięte były w nieładzie do góry. Według starszych dam, w całości przezentowała się dosyć osobliwie. Kobieta, którą była Mrs. Lovett, właścicielka lokalu, podeszła do stołu z lekko znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiechnęła się jednak słodko do obu pań. Starsza Dama nie była pewna czy ten uśmiech był tak naprawdę szczery.
Koleżanka Starszej Damy: Kiedy pani ostatnio czesała włosy, pani...?
Starsza Dama: Przepraszam, madame, mojej towarzyszce zaszkodziło słońce.
Koleżanka Starszej Damy: Wie pani, to ten skwar muli mi w mózgu!
Mrs.Lovett: To może dżinu dla pani?
Koleżanka Starszej Damy: Ja jestem bogata i mój mąż nazywa się Maxi, więc mogę kupić dużo jadła.
Mrs.Lovett: Och! Ma Pani męża?! To zapraszam do zakaładu Sweeney'ego Todda nad moim sklepem!!
Koleżanka Starszej Damy: Właśnie chciałam go tam posałać.
Mrs.Lovett: To ja się bardzo cieszę! Pan Todd chętnie go przyjmie!
No dobrze, to coś panie zamawiają?
Koleżanka Starszej Damy: Tak, łyczek dżinu poproszę, pięć beczek wystarczy. A co jest polecane od szefa kuchni?
Mrs.Lovett: Ja jestem szefem kuchni i polecam paszteciki, oczywiście.
Koleżanka Starszej Damy: HA! Pani szefem kuchni? No proszę!
Mrs.Lovett: Tak! Jestem! Przeszkadza to Pani?
Koleżanka Starszej Damy: Ach nie, ależ skądże! To poda pani te pięć beczek dżinu czy sama mam zejść do kuchni? Chociaż nie. Nie chcę sobie sukni pobrudzić, mam zbyt wytworną.
Mrs.Lovett: Ale niech pani najpierw zapłaci! Przyjmuję zapłaty z góry!
Koleżanka Starszej Damy: Nie zgadzam się!
Zirytowana dama walnęła pięścią w stół.
Mrs.Lovett: To nie będzie dżinu, ani pasztecików! Ale za to mogę panie zaprosić na górę.
Koleżanka Starszej Damy: Co proszę? Pani chce mi zrujnować życie?
Mrs.Lovett: A czemuż to miałabym pani zrujnować życie?
Koleżanka Starszej Damy: Ja tu tyle godzin do tego sklepu podróżowałam, a pani się tak zachowuje?
Mrs.Lovett: Mój sklep, moje zasady! Proszę płacić z góry!
Koleżanka Starszej Damy: A masz pani tu tą kasę!
Mrs.Lovett: Dziękuję, zaraz przyniosę zamówienie.
Po chwili właścicielka zjawiła się z tacą pełną pasztecików.
Smacznego!
Starsza dama wzięła pierwszy kęs i zdawało jej się, że zauważyła coś dziwnego w swoim paszteciku. Krzyknęła z obrzydzeniem spadając przy tym z krzesła.
Koleżanka Starszej Damy: Ach karaluch!
Mrs.Lovett: Och to nie karaluch! To…A, już nic.
Mrs. Lovett wróciła do kuchni.
Koleżanka Starszej Damy: Czy nie uważa pani, że tamta kobieta ma złe maniery..? Żeby płacić z góry?! Toż to skandal! Rozbój w biały dzień!
Starsza Dama: Ta kobieta zapewne nie jest z wyższych sfer, jak my!
Koleżanka Starszej Damy: Dokładnie!
Starsza Dama: No cóż, przynajmniej te paszteciki ma dobre.
Koleżanka Starszej Damy: Tak, trzeba przyznać, że są wyborne!
Starsza Dama: Muszę się dowiedzieć przepisu!
Koleżanka Starszej Damy: Natrafiłam tylko na jeden, trochę twardy kawałeczek...Ale pogryzłam i jest dobrze.
Starsza Dama: To dobrze.
Nagle w lokalu pojawił mężczyzna. Jego biała koszulka zabrudzona była czymś, co dziwnie przpominało krew. Dwie damy spojrzały na niego z niemym przerażeniem.
Sweeney Todd: Mrs.Lovett! Mrs. Lovett! NELLIE! CHODŹ TU ZARAZ!!!!
Mrs. Lovett wybiegła z kuchni i lekko wzdrygnęła się widząc go w takim stanie. Spojrzała na niego z niepokojem.
Mrs.Lovett: Tak, Mr. T?
Sweeney Todd: Szybko! Wyprałaś mi świeżą koszulę? Przychodzi klient, a ja mam wszystko zabrudzone krwią! Ten urzędnik nieźle się wykrwawił!
Mrs.Lovett: Mr. Todd! W restauracji są klientki!
Sweeney Todd był zbyt poddenerwowany by usłyszeć jej głośny szept.
Sweeney Todd: Ma pani świeżą dostawę w kuchni, moja droga.
Mrs.Lovett: Panie Todd! Chyba będzie potrzebna nowa dostawa i to podwójna!
Sweeney Todd: Tym razem jest to jakiś tam głupi poeta i chłopaczek od handlarza. Zachciało mu sie golenia to miał, haha! Jak chce pani, Mrs. Lovett to za chwilę po tym kliencie mogę oddzeilić te niepotrzebne części od ich tułowia, żeby mogła pani, moja dorga, zrobić nowe pasztety.
Mr. Todd w końcu zauważył jej próby wytłumaczenia czegoś i bardzo niespokojne spojrzenie widniejące na jej twarzy:
Och mówiła pani coś?
Mrs.Lovett: Tak! Niech pan popatrzy na stolik pod oknem!
Sweeney owdrócił się powoli we wksazaną stronę i powiedział z kamienną twarzą:
Sweeney Todd: Zapraszam moje drogie panie do mnie na górę, mam najnowsze, znakomite perfumy!
Mrs.Lovett: Ale mój drogi! One tu były od początku, a ty kochany jesteś cały we krwi!
Sweeney Todd: TO NIE JEST KREW!! TO SOS POMIDOROWY!!!!
Stracił cierpliwość, na jego twarzy malowała się wściekłość. Zaraz miał zjawić się nowy klient, a tu pojawił się kolejny kłopot w postaci dwuch starych kobiet. Na dodatek Mrs. Lovett mu wcale nie pomagała.
Starsza Dama: Co to ma znaczyć?! To skandal! Mordercy!! Zaraz zgłoszę to na policję!!
Koleżanka Starszej Damy:AAAAA!! PSYCHOPATA!!! AAA!! RATUJ SIĘ KTO MOŻE!!!!
Przerażona dama wstała od stołu i zaczęła biegać po lokalu niczym wariatka.
Starsza Dama: Uspokuj się! Bo zaraz dostaniesz jeszcze jakiegoś ataku astmy lub padaczki!!
Koleżanka Starszej Damy: TU SĄ MORDERCY, PSYCHOPACI W POKOJU, A TY JESTEŚ SPOKOJNA???!!! PALI SIĘ!!!!! AAA!!!!!! RATUNKU!!!! POMOCY!!!! ZARAZ ZEMDLEJĘ! OCHH!
Starsza Dama: MÓWIŁAM, ŻE COŚ SOBIE ZROBISZ!! SŁOŃCE, ALKOHOL I STRES!! ZARAZ NAM TU ZEMDLEJESZ I SKOŃCZYSZ JAKO PASZTET!!
Koleżanka starszej damy nie słuchała jej. Porwała krzesło i zaczęła biec z nim w stronę Mrs. Lovett.
Starsza Dama: Prze pani! Proszę zostawić to krzesło!!! Jeszcze pani wywróci się w tej sukni od Vivienne Westwood i co będzie?! Wbije sobe pani taką wielką drzazgę i podrze suknię!!
Koleżanka Starszej Damy: OCH NIE! NIE MOGĘ TEGO ZROBIĆ!
Uspokoiła się momentalnie i zaczęła ciężko dyszeć. Mrs. Lovett spojrzała na nią ze wzrokiem mówiącym "co to za psychopatka?". Sweeney Todd podszedł do niej i szepnął jej do ucha:
Sweeney Todd: Czekaj tu. Zaraz wracam. Ty w tym czasie zamknij lokal.
Mrs.Lovett: (również szeptem) Dobrze mój drogi.
Następnie zwróciła się do obu dam:
Uspokójcie się! Wracać na miejsca! To lokal, a nie zawody rodeo!!!
Sweeney Todd oddalił się szybkim krokiem. Mrs. Lovett podeszła do drzwi i zamknęła je na klucz. Koleżanka Starszej Damy zaczęła oddychać histerycznie.
Koleżanka Starszej Damy: AAA KARALUCH!!!
Skoczyła na stół.
SANEPID POWINIEN TO ZAMKNĄĆ!!!!!
Mrs. Lovett podeszła do niej.
Mrs. Lovett: Proszę się uspokoić a nie sapać mi tu jak jakiś słoń! I to nie jest żaden karaluch!! Dla pani wiadomości to jest najzwyklejszy palec!! Nie ma się czego bać!!
I proszę zejść ze stołu!!
Koleżanka Starszej Damy: Ach tak, przepraszam.
Zeszła ze stołu. Nagle zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała przed chwilą Mrs. Lovett:
To najzwyklejszy palec... Najzwyklejszy... co?!
Mrs.Lovett: No palec! Nie wie pani co to jest?!
Nellie uniosła dłoń damy.
O tu ma pani palce! Te takie wystające z dłoni!
Koleżanka Starszej Damy: Tak to jest palec! Ale... ODERWANY OD TŁOWIA?!
Słysząc to, Starsza Dama zemdlała pozostawiając swoją koleżankę samą sobie.
Mrs.Lovett: Proszę się uspokoić! Nie będę odpowiadać na głupie pytania! Mój ukochany zaraz tu przyjdzie i wszystko wyjaśni!
Nagle, z góry zaczął rozlegać się hałas. Słychać było niepokojące dudnienie i walenie.
Koleżanka Starszej Damy: Och! To pani ukochany! Jakie to romantyczne! Musi mi pani opowiedzieć swoją miłosną historię.
Podeszła do stolu by usiąść. W drodze potknęła się o coś ciężkiego.
OCH NIE, TO MOJA TOWARZYSZKA! ONA ZEMDLAŁA!
Mrs.Lovett: Phi, nic jej nie będzie, przynajmniej będzie cicho!
Koleżanka Starszej Damy: Co proszę?
Z góry wciąż słychać było głuche dudnienie.
Mrs.Lovett: Niech ją pani zostawi na ziemi, a jak już tak pani przeszkadza moge ją zawlec do piwnicy.
Koleżanka Starszej Damy: Do-d-do piwnicy...?!
Mrs.Lovett: Tak, a pani nie ma w domu piwnicy?
Koleżanka Starszej Damy: Ale co on tam robi?!
Mrs. Lovett: No leżeć tam będzie, żeby jej pani nie widziała.
Koleżanka Starszej Damy: Chodzi mi o te dźwięki! Co to za hałasy?!
Mrs.Lovett: Och to Mr. T, zaraz tu przyjdzie.
Jak na zawołanie zjawił się Sweeney Todd. W ręku trzymał zakrwawioną brzytwę. Na jego twarzy widniał dziki wzrok.
Mrs.Lovett: Och! Mr. T! Jedna zemdlała, będzie łatwiej!
Koleżanka Starszej Damy: Ale łatwiej z czym?
Mrs.Lovett: Czy ja mówię do Pani?! Taką jest pani damą, jak się odzywa nieproszona?! Co to za maniery!!
Sweeney Todd: Z TYM!
Todd odpowiedział na pytanie damy. Podszedł do niej w mgnieniu oka. Szybkim ruchem wyciągnął brzytwę i przejechał nią po gardle nieszczęsnej kobiecie. Dama padła martwa na podłogę.
Sweeney Todd: Teraz druga...
Mrs.Lovett: Tam leży.
Wskazała w stronę stołu. Sweeney Todd podszedł w dane miejsce i wyciągnął nieprzytomną damę za nogi spod stołu. Pochylił się nad nią, wyciągnął brzytwę i szybkim ruchem wbił górne ostrze w gardło. Krew trysnęła na podłogę i jego koszulę. Po skończonej robocie zwrócił się do Mrs. Lovett:
Sweeney Todd: Mrs. Lovett, podejdź tu proszę.
Mrs. Lovett podeszła do niego niepewnie. Nagle Sweeney chwycił ją mocno za nadgarstek, przyciągnął do siebie i pocałował w usta. Nellie z radością odwzajemniła pocałunek.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
* Imię Maximus Decimus Meridius pochodzi z filmu "Gladiator" i zainspirowane jest tym video: https://www.youtube.com/watch?v=nx0Lpjm5xcE
nice :))) szalone. ale ciekawe... będę czytać!!
OdpowiedzUsuńBardzo dziękujemy, nie spodziewałyśmy się, że ktoś to czyta, naprawdę cieszymy się :)
UsuńTak, szalone..Czasem będzie bardziej szalone, czasem mniej, to wszystko zależy od naszych pomysłów i od pory dnia, w której to wymyślamy..
Super! Bardzo szalone, haha :) Uśmiałam się czytając to :D
OdpowiedzUsuńDziękujemy :D ahahhaah.
Usuń