czwartek, 7 sierpnia 2014

Dr Julia Hoffman odwiedza Miss Havisham.


Witamy Was na naszym blogu. Mamy na imię: Julia, Ola i Julia i jesteśmy zwariowanymi fankami cudownej aktorki Heleny Bonham Carter. Mamy zawsze szalone pomysły i bujne wyobraźnie. Postanowiłyśmy założyć bloga z żartobliwymi opowiadaniami i "sztukami teatralnymi", które razem wymyślamy. Nie należy ich traktować poważnie, zwykle powstają one kiedy nasze wyobraźnie poniosą nas na nieznane drogi nad których biegiem nie mamy wpływu (jak to ujęła Julia – Nellie Lovett)Będą najczęściej związane z naszymi ulubionymi filmami, książkami i bohaterami, w których wciela się Helena i nie tylko. Zapraszamy do czytania:

 
Opis: Słynna psycholog na polecenie odwiedza dwór pewnej damy. Na początku owa dama żywi do niej niechęć. Jednak po kilku minutach rozmowy zaprzyjaźniają się ze sobą. I dochodzi do całkiem ciekawych wydarzeń… Przeżywają chwilę grozy, w której jedna z nich mogła zginąć.
Gatunek: Komedia.
Na podstawie: film Tima Burtona: "Mroczne Cienie" i film Mika Newella "Wielkie Nadzieje”.
Bohaterowie:
1. Dr Julia Hoffman,
2. Miss Havisham.

Był słoneczny dzień. Wysoka, rudowłosa kobieta o bladej cerze i mocnym makijażu szła zarośniętą drogą do wielkiego dworu. Gdy weszła do środka uderzyła ją ciemność. Po chwili jej oczy przyzwyczaiły się. W oddali zobaczyła małe światełko. Postanowiła iść w tamtą stronę. Po drodze napotkała schody. Z wielkim trudem weszła po nich i stanęła przed źródłem światła. Zobaczyła mały pokuj. Wyglądał na stary, tak jak reszta dworu. Było w nim pełno rzeczy. Wszystko wydawało się jakby zatrzymane w miejscu. Po chwili zobaczyła kobietę siedzącą przy lustrze. Miała piękną, ale jednak starą suknie ślubną, welon opadający na twarz i tylko jeden but. Wyglądała jakby od dawna nie wychodziła na słońce, ale mimo tego była bardzo ładna.

Miss Havisham: Och, to Ty. Czekałam Na Ciebie.
Rzekła odwracając się od lustra.
Dr Julia Hoffman: Witam Panią.
Powiedziała wchodząc do pokoju.
Miss Havisham: Podejdź bliżej, niech na Ciebie spojrzę.
Wyciągnęła z szuflady szkła powiększające i przyłożyła je do oczu. Dr Hoffman powoli podchodząc wpadła na kredens.
Miss Havisham: Uważaj.
Wszystko ma być na swoim miejscu.
Dr Julia Hoffman: Och...Przepraszam Panią, ale trochę zakręciło mi się w głowie.
Miss Havisham przyglądała się uważnie podchodzącej kobiecie. Gdy ta stanęła zaczęła się w nią wpatrywać. Trwało to kilka minut.
Dr Julia Hoffman: Yhym, no.. Przyjrzała się już Pani?
Miss Havisham: Emm… Tak.
Powiedziała wyrywając się z zadumy.
Dr Julia Hoffman: To.. Mogę gdzieś usiąść?
Rozglądnęła się po pokoju. Jednak nie zauważyła nigdzie nic co by się nadawało.
Miss Havisham: Tak, podłoga jest wola.
Dr Julia Hoffman: Am...To ja może postoje...
Miss Havisham: Tutaj jest krzesło, niech Pani usiądzie i wreszcie mi powie po co tu przyszła…
Powiedziała przysuwając zakurzone krzesło. Julia usiadła.
Dr Julia Hoffman: No dobrze… Przyszłam tu, bo ktoś mi zlecił, żebym z Panią porozmawiała. Bo nie wiem czy Pani wie, ale jestem psychologiem.
Miss Havisham: Czy mogę wiedzieć kto?? Nie potrzebuję żadnego psychologa!
Podniosła się gwałtownie ze swojego miejsca.
Dr Julia Hoffman: Och... Dokładnie nie wiem kto to był, nie przedstawił się...I niech Pani usiądzie. Zauważyłam , że tutaj stoją wszystkie zegary. Mogę wiedzieć czemu?
Miss Havisham: Plaga sępów...
Uspokoiła się trochę. Odwróciła i usiadła na swoim miejscu przed lustrem.
Tutaj czas się nie liczy.
Dr Julia Hoffman: A dlaczego?
Miss Havisha: Zatrzymałam wszystkie zegary wiele lat temu kiedy…
Dr Julia Hoffman: Kiedy..?
Miss Havisham: Nie zna Pani mojej historii?
Dr Julia Hoffman: Nie...
Albo znam i zapomniałam kiedy się opiłam.. Jak tak, to przepraszam, ale niech Pani opowie.
Miss Havisham: Pani się upija..?
Dr Julia Hoffman: Niech się Pani nie przejmuje, rzadko mi się to zdarza, teraz jestem trzeźwa.
W ostatniej chwili chwyciła się stołu, by nie spaść z krzesła na zakurzoną podłogę. Jej towarzyszka westchnęła.
Miss Havisham: Kiedyś zostawił mnie mój.... Narzeczony… Zdradził mnie i wszystko zostawiłam takim jakim jest i nigdy nie mam zamiaru niczego zmieniać. Czas się już dla mnie nie liczy! Nie ufam mężczyznom i nie wychodzę na światło dzienne od tamtego dnia. Więcej nie mam zamiaru opowiadać.
Popatrzyła się podejrzliwie w stronę Dr Hoffman.
Dr Julia Hoffman: Hmm... Fascynujące....Aa... Pani nie uważa, że lepiej...Lepiej zapomnieć?
Po tych słowach dostała czkawki.
Miss Havisham: Co Pani powiedziała...? CO PANI POWIEDZIAŁA???!!
Pierwsze zdanie wypowiedziała chicho, prawie szeptem. Wypowiadając drugie wstała i krzyczała.
Miss Havisham: ZAPOMNIEĆ... ZAPOMNIEĆ.. NIGDY!
Dr Julia Hoffman: Och...Przepraszam!! Nie chciałam pani urazić!
Wstała by podejść, ale potknęła się o swoją torebkę i upadła na podłogę. Mis Havisham popatrzyła tylko z pogardą i usiadła z powrotem.
No dobrze...Niech się Pani uspokoi…
Próbuje wstać, ale niestety bez powodzenia. Kobieta przy lustrze ciężko oddycha starając się uspokoić. Gdy jej się to udało zwołuje służbę.
Miss Havisham: Posadźcie ją z powrotem na krzesło.
Powiedziała do służby i machnęła lekceważąco ręką.
Dr Julia Hoffman: Dziękuję...
Z pomocą służby siada na krześle.
Miss Havisham: Idźcie.
Odprawia ich ruchem ręki.
Dr Julia Hoffman: No dobrze... Może mi Pani powiedzieć kiedy zdarzyło się to..To..To o czym Pani mówiła?
Powiedziała czkając.
Miss Havisham: Wiele księżyców temu …
Dr Julia Hoffman: Dużo mi to mówi...
Miss Havisham: Mówiłam, mówiłam. U mnie czas się nie liczy. Czas nie istnieje.
Dr Julia Hoffman: A no tak...
Ma może Pani rum lub coś innego do picia?
Miss Havisham: Nie dam Pani niczego w tym stanie…
Dr Julia Hoffman: No dobrze…
Popatrzyła na towarzyszkę pół przytomnym wzrokiem.
Miss Havsham: Po co tu Pani przyszła i po co zadaje mi Pani te pytania? Jaki to ma cel?
Westchnęła i znowu spojrzała w lustro.
Dr Julia Hoffman: Już Pani mówiłam , przyszłam, bo mnie przysłano, a te pytania pomogą mi zrozumieć Pani problem i ułatwią leczenie.
Miss Havisham: Jakie leczenie? Moje serce jest złamane! Nie potrzebuje leczenia.
Dr Julia Hoffman: Och...Na złamane serce najlepszy jest rum.
Miss Havisham: Rum?
Dr Julia Hoffman: Tak lub gin.
Miss Havisham: Mojemu sercu już nic nie pomoże, ale chętnie się napiję...
Dr Julia Hoffman: Niech Pani poczeka, powinnam mieć w torebce butelkę lub dwie.
Zaczęła szukać w swojej torebce.
O dwie! To jedna dla mnie, a druga dla Pani!
Podaje butelkę z rumem. Miss Havisham ją odbiera i zaczyna pić. Julia idzie w jej ślady i wypija pół na raz. Miss Havisham nie chce być gorsza, więc wypija wszystko i rzuca butelkę na ziemię.
Dr Julia Hoffman: To... Lepiej Pani??
Kobieta nie odpowiada, tylko patrzy się dziwnym wzrokiem, a po chwili leci do tyłu na podłogę. Julia tylko przez chwilę się popatrzyła, a potem wzruszyła ramionami i piła dalej. Jednak po chwili Miss Havisham się obudziła i stwierdziła, że nie może wstać.
Miss Havisham: Czy pomoże mi Pani z tą suknią? Wstać nie mogę.
Dr Hoffman wstała z krzesła, ale z powodu wypicia dużej ilości alkoholu przewróciła się. Postanowiła się nie poddawać i zaczęła się czołgać
Dr Julia Hoffman: Już… Amm...Idę...
W końcu się doczołgała i próbuje podnieść towarzyszkę. Ta tylko głośno czka. Po kilku próbach podniesienia usnęła na jej sukni.
Miss Havisham: Oł...
Uwaga na pająki, jest ich pełno w sukni.
Dr Julia Hoffman: Tak...Urocze stworzątka...Tak...
Powiedziała prawie nie przytomnie. Miss Havisham dosięga butelkę i wylewa jej zawartość na kobietę leżącą na niej. Ta zerwała się natychmiast na równe nogi.
Dr Julia Hoffman: Co Pani robi?! Pani marnuje rum!!
Miss Havisham: Mam dużo wina w piwnicy.
Pani niech… Uważa…. Na moją… Suknie !
Powiedziała czkając.
Dr Julia Hoffman: Dobrze...Dobrze...Niech Pani poda mi rękę...
Podaje jej rękę. Kobiety chwytają się. Miss Havisham wstała, lecz nie udało jej się długo utrzymać równowagi i z głośnym krzykiem poleciała do przodu wywracając Julię.
Miss Havisham: Prze… Praszam Panią.
Powiedziała znowu czkając.
Dr Julia Hoffman: Nic... Się nie stało... Może Pani zawoła służbę?
Miss Havisham: To będzie wstyd... Co pomyślą?
Będzie łatwiej zostać na podłodze...
Dr Julia Hoffman: Nie ważne co pomyślą! Nie mogę wstać, a pająki mnie gryzą!
Miss Havisham: Ma coś Pani do mojej sukni ślubnej?!
Dr Julia Hoffman: Suknia jest piękna, tylko pająki mnie gryzą!
Niech chociaż Pani ze mnie zejdzie...
Schodzi i opada twardo na podłogę.
Miss Havisham: Twarda... Przedtem było przynajmniej miękko.
Dr Julia Hoffman: Co Pani powie?!
Wymachuje rozpaczliwie nogami próbując zrzucić pająki. Przez przypadek strąca wazon, który spadając na podłogę tłucze się na wiele kawałków.
Miss Havisham: Niech Pani tyle nie wierzga.
Dr Julia Hoffman: ALE ONE MI WESZŁY POD SPUDNICE!!
AAA!! NIECH JE PANI WEŹMIE!!!
Miss Havisham: Nie mam tyle siły, by wybierać Pani pająki.
Wyjdą same.
Dr Julia Hoffman: AAAAAAA!!!
Miss Havisham: Proszę się uspokoić.
Dr Julia Hoffman: Yhh...
Uspokaja się.
Miss Havisham: Najwyższy czas.
Dr Julia Hoffman: Wie Pani gdzie jest moja torebka?
Miss Havisham: Kilka metrów dalej.
Dr Julia Hoffman: Chce może Pani zapalić?
Powiedziała czołgając się do torebki.
Miss Havisham: Tak, proszę.
Odbiera podanego papierosa. Czołga się do kominka i próbuje odpalić.
Dr Julia Hoffman: Mam gdzieś zapalniczkę!
Szuka w torebce.
O jest!
Podpala swojego papierosa i rzuca do Miss Havisham.
Miss Havisham: Co to jest??
Dr Julia Hoffman: Zapalniczka.
Miss Havisham: Nie znam takiego czegoś.
Dr Julia Hoffman: No to niech Pani łapie zapałki.
Rzuca. Łapie pudełko, bierze zapałkę i przykłada do ognia w kominku. Szybko się zapala i zaczyna parzyć w rękę. Rzuca z krzykiem zapałkę. Spada przez przypadek na suknie. Zapala się. Wrzeszczy. Julia błyskawicznie wyciąga gaśnicę z torebki i gasi towarzyszkę.
Miss Havisham: Dziękuję.
Uspokaja się.
Dr Julia Hoffman: Och... Dobrze, że jednak wzięłam tą gaśnicę…
Miss Havisham: Pani ma dużo rzeczy w torebce.
Nie umiem tego zapalić…
Dr Julia Hoffman: Niech Pani to pokarze.
Podczołguje się i zapala.
Miss Havisham: Dziękuję Pani.
Zaciąga się i kaszle.
Miss Havisham: Gdybym zginęła, położyliby mnie na stole obok tortu weselnego i zaprosiłabym Panią na pogrzeb.
Dr Julia Hoffman: Och…
Wie Pani co? Spać mi się chce…
Błyskawicznie zasypia. Jej towarzyszka robi to samo.

3 komentarze:

  1. Witajcie, dziewczyny!
    Zaglądnęłam tutaj, to i skomentować wypada, co? Ostrzegam jednak, że ten mój komentarz może się rozwinąć niemal do rangi recenzji! Ale nie uprzedzajmy faktów, a zacznijmy… Najlepiej od początku, czyli tego, co pierwsze rzuca nam się w oczy, gdy wchodzimy na bloga – wygląd! Szablon jest ważniejszy, niż niektórzy myślą. Wasz mi się w sumie podoba (lubię taką kolorystykę, a szkarłatne litery wstępu to dobry pomysł, choć sam tekst zalatuje odrobinę faneczkami i aŁtoreczkami niektórych „blogasków” o ich idolach; jednak to tylko moja opinia, a ja jestem na to strasznie uczulona). Jednak samo zdjęcie w nagłówku… Może trochę nie pasuje mi do aktorki dlatego, że nadal utożsamiam ją z mroczną Bellatrix, a to jest zbyt cukierkowe. Bardzo za to podoba mi się czcionka, której użyłyście – jest naprawdę fenomenalna! Jednak czytając drugi wers mam przed oczami śliniące się wielbicielki popowych boysbandów.
    To teraz przejdziemy do samego tekstu, dobrze? I znowu oczywiście od początku. Sam opis… Hm, hm *kiwa głową z namysłem*… Trudno zaprzyjaźnić się po kilku minutach. Poza tym jako mogłyście tak rozczłonkować zdania?! Tak samo jest w przypadku samego opowiadania. Bynajmniej nie jest to wielki błąd, ale trochę przeszkadza, gdy są one tak krótkie i urwane. No i… Wiecie jak ważne jest pierwsze zdanie, pierwszy akapit? Go nie można zrobić tak krótkiego, jak „był słoneczny dzień”. Jeśli już pokusiłyście się o opis pogody, trzeba go rozwinąć.
    Na marginesie, musicie zmienić czcionkę, bo ta nie wyświetla polskich znaków.
    Ale wracając, macie problemy z interpunkcją i wydaje mi się, że przydałaby Wam się Beta. To nie żaden przytyk, o nie! Dobry beta-reader jest cenny i naprawdę dużo wnosi do tekstu. Poza tym ortografia… Bójcie się bogów, dziewczyny, „pokuj”?! Naprawdę, Beta potrzeba od zaraz. Poza tym nie wiem, czy to opowiadanie, czy „sztuka teatralna”. Musicie to zaznaczać, bo nie wiem, pod jakim kątek patrzeć. Jednak, z względu na to, że widzę didaskalia, zgaduję, że coś w rodzaju scenariusza. Pominę milczeniem to, że nie powinno być użytych w tym przypadku FORM GRZECZNOŚCIOWYCH z wielkiej litery. Takie rzeczy tylko w listach, mailach itp. Niestety dialogi są czasem mało realne i naturalne, co działa na Waszą niekorzyść.
    „CO PANI POWIEDZIAŁA???!!” Mogę wiedzieć, po co tutaj tyle pytajników i wykrzykników? W zupełności wystarczyłaby taka forma „?!”, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że użyłyście caps-locka. Wydaje mi się, że powinniście trochę podszkolić się w tym, jak wyglądają scenariusze i sztuki teatralne. Zamiast caps-locków używamy wtedy didaskaliów, które mają powiedzieć aktorowi, jak ma zagrać daną kwestię. W innym przypadku utwór to utwór dramatyczny (przykład: Romeo i Julia). Wydaje mi się, że nie przemyślałyście tego do końca. Na przyszłość: w gatunku należy zaznaczyć, czy jest to DRAMAT, OPOWIADANIE czy też coś w stylu scenariusza/sztuki teatralnej poniekąd.
    Samo zakończenie… Co do niego nie wiem, co powiedzieć, naprawdę. Nie wspomnę o ogromnym faux-pas „pokarze”. Rozumiem, że miałyście przez to na myśli, że pani Hoffman chce, by Havisham ją ukarała? Bo takiego słowa użyłaś. Pokaże… O tak, to zmienia postać rzeczy. Końcówka jest dziwna i nieco bazsensowna… No ale, wprawicie się.
    Na razie nie powiem, żeby było jakoś wspaniale, ale będę czasem wpadać i komentować kolejne Wasze teksty, w nadziei, że się poprawicie… Chociaż tego jestem pewna – w końcu samo pisanie da Wam wprawę, a również Beta pomoże (jeśli oczywiście zdecydujecie się ją znaleźć).
    Cóż, wydaje mi się, że byłoby to już na tyle moich wywodów. Proszę o powiadomienie mnie o nowym tekście na moim blogu w zakładce „Sowia Poczta” http://hogwart-nieco-inaczej.blogspot.com (przy okazji serdecznie na niego zapraszam) lub na GG – 46717280.
    Pozdrawiam i życzę Weny,
    Francesca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za opinie :) To nie są typowe "opowiadania" czy "sztuki teatralne". Napisałyśmy na początku, że nie należy brać tego na poważnie. To są rozmowy. Jak piszemy ze sobą to nam zwykle odbija i takie coś powstaje. Potem to kopiujemy do worda i trochę poprawiamy. Tak szczerze, to ja nie sądziłam, że ktoś to będzie czytał xd Ale widzę, że niektórzy czytają, więc postaramy się te rozmowy przerabiać na opowiadania czy coś w tym stylu. Oczywiście, to nie usprawiedliwia naszej ortografii, ale cóż, jak się szybko pisze, to się robi głupie błędy xd Jeszcze raz bardzo dziękujemy za Twoją opinię.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń