Do września nie będzie nowego postu, ponieważ Julia i Ola wyjechały.
środa, 20 sierpnia 2014
sobota, 16 sierpnia 2014
Wizyta sędziego Turpina
Opis: Londyn, XIX
wiek. Znany Sędzia Turpin dowiaduje się o słynnym zakładzie fryzjerskim Mr.
Todda i postanawia się tam wybrać i skorzystać z jego usług. Chce wyglądać
dobrze przed ślubem ze swoją nową wybranką – młodą i piękną Johanną. Jednakże,
trafiając do zakładu, Turpin szybko natrafia na przeszkody, poznaje tajemnice
zakładu, a następnie znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Gatunek: Komedia,
Thriller
Na podstawie: Filmu
Tima Burtona: „Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street”
Bohaterowie:
1. Sweeney Todd
2. Sędzia Turpin
3. Nellie Lovett
Sędzia Turpin: Myster Todd?
Sweeney Todd: Dzień dobry!
Sędzia Turpin: Dzień dobry!
Sweeney Todd: Tak zacny klient w
moim zakładzie.
Proszę
siadać!
Sędzia Turpin: Wie pan,
zakochałem się.
Sweeney Todd: Aha, dobrze,
dziękuję za informacje.
Sędzia Turpin: Chcę dobrze
wyglądać przed ślubem, więc proszę mnie ogolić, Mister Todd.
Sweeney Todd: O, a z kim Pan
się żeni?
Sędzia Turpin: Z cudowną istotą,
która ma 17 lat, a ja 50.
Zapraszam
Pana na ślub!
Sweeney Todd: Dziękuję… A jak
ma na imię Pana wybranka?
Sędzia Turpin: Johanna.
Sweeney Todd: SŁUCHAM?! JOHANNA?! MOJA…
Nagle mężczyzna
opanowuje się i oznajmia ze złośliwym uśmieszkiem…
Cudnie, a
teraz ogolę pana.
Sędzia zamyśla się,
przybierając minę upitego.
Sędzia Turpin: Wiem, że jest
cudowna.
Sweeney Todd: Właśnie ja też…
Sędzia Turpin: Pan ją zna??
Sweeney Todd: Nie…
Sędzia Turpin: To czemu Pan wie,
hę?
Sweeney Todd: Domyślam się…
Niech Pan w
końcu siada!
Sędzia Turpin: Nie usiądę, bo
zakurzone! Niech Pan odkurzy!
Sweeney Todd: MRS. LOVETT!!!
NIECH PANI
WYCZYŚCI TO KRZESŁO!
Nellie Lovett: Tak Mr. T?? Co się Pan tak
drze?
Mam
klientów.
Sweeney Todd: Później Pani
powiem.. A teraz niech Pani wyczyści to krzesło, mam wymagającego klienta.
Nellie Lovett: A Pan nie może?!
Sweeney Todd: Nie, nie mogę!
Pani jest od sprzątania!
Nellie Lovett: Co proszę?? Ach,
przepraszam. Dla ciebie wszystko, Mr. T!
Nellie bierze
ścierkę i rzuca w Sweeney’a.
Nellie Lovett: Bye bye my love!
Mr. Todd szybkim
ruchem zdejmuje ścierkę z twarzy…
Sweeney Todd: STOP! Niech Pani
tu wróci!
Nellie Lovett: Tak Mr. T? Jakiś problem?
Sweeney Todd: Tak, jak Pani tu
jest, to przy okazji może mi Pani jeszcze podać brzytwy z biurka, bo mi się nie
chce tam iść. I wziąć tę szmatę.
Nellie Lovett: O nie! A Toby to
co?
Sweeney Todd: Toby się upił i
leży obok kominka!
Sędzia Turpin: CZY JA TU
PZYSZŁEM DO FRZYJERA, CZY SŁUCHAĆ JAKIEJŚ KŁÓTNI MAŁŻEŃSKIEJ DO JASNEJ CHOLERY?!!
Nellie Lovett: TO JUŻ NIE MÓJ
PROBLEM!
Sweeney Todd: Ona nie jest moją
żoną!
Nellie Lovett: Ale… No.. Nie
jestem…
Mr. Todd patrzy na
nią ze współczuciem…
Sweeney Todd: No dobra, niech
Pani tu podejdzie.
Mrs. Lovett
podchodzi z biciem serca. Mr. Todd całuje ją namiętnie, po czym mówi…
Sweeney Todd: Niech teraz Pani
idzie na dół.
Nellie Lovett: Jeszcze!
Sweeney Todd: Mrs. Lovett… Później, teraz mam klienta!
Nellie Lovett: Przepraszam
Mr. T! Do zobaczenia mój kochany!
Sweeney Todd: Tak, tak. Do
zobaczenia… To siada Pan? Czy jeszcze będzie tu stał przez następną godzinę?
Turpin stoi z otwartą buzią wpatrując się tępo w Mr.
Todda.
Sweeney Todd: Bo wreszcie
chciałbym Pana za… znaczy ogolić!
Sędzia Turpin: CO, TO JAKIŚ
TEATR, CZY CO?! Ja przyszedłem się ogolić, a tu…
PODAM PANA
DO SĄDU!
Sweeney Todd: PAN JEST SĘDZIĄ!
A PAN MI TU SAM PRZYSZEDŁ I ZACZĄŁ GADAĆ O JAKIMŚ ŚLUBIE Z MOJĄ C... YYY...Z TĄ
DZIEWCZYNĄ!
Niech Pan
siada i nie gada!
Sędzia Turpin: JAK PAN ŚMIE!! PAN
JEST Z NIŻSZEJ KLASY!!!
Sweeney rzuca sędziemu
mordercze spojrzenie.
Sweeney Todd: Siadaj!
Sędzia Turpin: SŁUCHAM?!! WIE
PAN, ŻE MOŻE PAN BYĆ ZA TO POWIESZONY?!!
Sweeney Todd: ZA CO??
Sędzia Turpin: ZA WYRAŻANIE SIE
W TAKI SPOSÓB DO MNIEE!
Sweeney Todd: YH...NIECH
SZANOWNY PAN RACZY RUSZYĆ SWÓJ SZANOWNY TYŁEK I USIĄŚĆ NA TYM KRZEŚLE,
WYCZYSZCZONYM - NA PANA ŻYCZENIE- PRZEZ MRS.LOVETT- KTÓRA RZUCIŁĄ WE MNIE
SZMATĄ JAK TO WYCZYŚCIŁA- I DA SIĘ OGOLIĆ , BO PO TO SZANOWNY PAN TU CHYBA
PRZYSZEDŁ!
Sędzia siada z
obrażoną miną i krzesło skrzypi.
Sędzia Turpin: NIECH PAN NAOLIWI
TO KRZESŁO! ALBO NIECH ZAINWESTUJE W LEPSZE!
Zdenerwowany Mr.
Todd mruczy pod nosem: Naoliwić, naoliwić! A może niech Pan trochę chudnie, bo boję się, że
się, Pan utknie w tunelu…
Sędzia Turpin: HALO! SŁYSZY MNIE
PAN, PANIE... TODD?!
Sweeney Todd: SŁYSZĘ! TO CO? JEST
PAN GOTOWY?
Sędzia Turpin: NIE! NIECH PAN
COŚ ZROBI Z TYM KRZESŁEM! TWARDE JEST!
Ja mam
wrażliwy tyłek!
Sweeney Todd: Mam znowu wołać
Mrs. Lovett?
Sędzia Turpin: TĄ GŁUPIĄ BABKE?!
Sweeney Todd: JAKĄ GŁUPIĄ BABKE?!!
MRS.LOVETT NIE JEST GŁUPIA!!! ONA JEST DOBRA I PIĘKNA!!
Sędzia Turpin: TO NIECH PAN JĄ
WOŁA, BO ZARAZ NIE WYTRZYMAM!
Sweeney Todd: MRS.LOVETTT!!
“Tak Panie Tee?” –
drze się z Mrs. Lovet z dołu.
Sweeney Todd: CHODŹ TU PANI Z
KRZESŁEM! TYLKO WYGODNYM I NIE SKRZYPIĄCYM!!
“Już idę!” –
krzyczy Nellie Lovett targając ze sobą krzesło.
Sweeney Todd: ALBO NIE!! NIECH
PANI PRZYNIESIE PODUSZKĘ!
Mrs. Lovett stawia
z trzaskiem krzesło.
Nellie Lovett: CO TY SOBIE
WYOBRAŻASZ PANIE TODD?
ŻE JA NA USŁUGI
JESTEM? JA MAM KLIENTÓW NA DOLE!
I MUSZE
NOWE PASZTETY ZROBIĆ...
Sweeney Todd: MRS.LOVETT JA TEŻ
MAM KLIENTA I TO BAAAARDZO WYBREDNEGO! I JUŻ PANI ZAPOMNIAŁA , ŻE PANIĄ
POCAŁOWAŁEM? POWINNA BYĆ PANI WDZIĘCZNA!
Kobieta zahacza
suknią o krzesło, potyka się i upada na Sweeney’a. Leżą na podłodze.
Nellie Lovett: Och, przepraszam
mój drogi!
Lovett nie może się
powstrzymać i przybliża usta do jego ust. Todd całuje ją, a Turpin klnie pod
nosem. „Kiedy weźmiemy ślub, Mr. T?” – szepcze mu do ucha.
Sweeney Todd: Ekhem… Co?!
Nadal leżą na
podłodze.
Nellie Lovett: Po prostu
myślałam… Ale już nie ważne,
Sweeney Todd: Ależ nic się nie
stało, moja droga..
Mogłabym tak leżeć
całą wieczność – rozmyśla Mrs. Lovett. Mr. Todd patrzy jej się w oczy. Sędzia Turpin
rzuca się na podłogę, wyrywa włosy z głowy i płacze. „Och, te spojrzenie!” – myśli Nellie.
Nellie Lovett: Czemu nie możesz
darować sobie tego sędziego?
Po prostu
podejdź do niego i go… dźgnij szybko w gardło i po sprawie.
Bo tak
teraz myślę, jest dość gruby i wystarczy na więcej pasztetów.
Sweeney Todd: Najpierw musi
Pani ze mnie wstać.
Nellie Lovett: Ależ mój kochany!
Tak fajnie się na panu leży!
Sweeney Todd: Panie Turpin,
podejdź tu!
Nie
pasowało Panu krzesło, to podłoga będzie lepsza?
Sędzia wstaje I
podchodzi wściekły, po czym wraca się po brzytwę, słysząc nowe polecenie.
Sędzia Turpin: Tą od sosu pomidorowego...
Czy, czy to sos pomidorowy?
To.. To
krew!
Nellie Lovett: Zapomniałeś
wyczyścić, Panie T!
„Co?! Jaka krew?!”
– krzyczy Mrs. Lovett udając zdziwioną, po czym ciągnie sędziego za rękę,
teraz, albo nigdy! Bierze szybko brzytwę i dźga w
gardło. Turpin krzyczy z bólu przez kilka sekund, po czym umiera, a Nellie
uśmiecha się. Mr. Todd śmieje się psychopatycznie.
Nellie Lovett: Ależ cudowny śmiech,
mój drogi! A teraz połóż się!
Mrs. Lovett pcha
Mr. Todda na ziemię, gdy ten próbuje zrzucić sędziego do zapadni.
Nellie Lovett: Niech pan
poczeka! Wszystko w swoim czasie.
Sweeney Todd: Ale nie wiem, czy
to w ogóle możliwe… Ile on waży?
Nellie Lovett: Nie ucieknie już…
Ze dwie tony..?
Sweeney Todd: Chyba więcej…
Nellie Lovett: Zawołajmy
Toby’ego… Albo nie!
Sweeney Todd: Lepiej nie!
Nellie Lovett : Och, no dobra!
Ale pośpieszmy się…
Sweeney Todd: O Boże!
Nellie Lovett : Trzeba go
przepchać, w miejsce, gdzie zapadnia! .. Co się stało, Panie T?
Sweeney Todd: Jaki on ciężki!
Nellie Lovett: Pomogę Panu…
Sweeney Todd: I podłogę mi
krwią pobrudził!
Nellie Lovett: Toby posprząta,
powiemy, że to sos pomidorowy.
Poza tym,
jest po dżinie nieco opity, nie zorientuje się.
Sweeney Todd: No dobrze… Pomaga
mi Pani?
Mrs. Lovett pomaga
przeciągnąć sędziego do zapadni.
czwartek, 7 sierpnia 2014
Dr Julia Hoffman odwiedza Miss Havisham.
Witamy Was na naszym blogu. Mamy na imię: Julia, Ola i Julia i jesteśmy zwariowanymi fankami cudownej aktorki Heleny Bonham Carter. Mamy zawsze szalone pomysły i bujne wyobraźnie. Postanowiłyśmy założyć bloga z żartobliwymi opowiadaniami i "sztukami teatralnymi", które razem wymyślamy. Nie należy ich traktować poważnie, zwykle powstają one kiedy nasze wyobraźnie poniosą nas na nieznane drogi nad których biegiem nie mamy wpływu (jak to ujęła Julia – Nellie Lovett). Będą najczęściej związane z naszymi ulubionymi filmami, książkami i bohaterami, w których wciela się Helena i nie tylko. Zapraszamy do czytania:
Opis: Słynna
psycholog na polecenie odwiedza dwór pewnej damy. Na początku owa dama żywi do
niej niechęć. Jednak po kilku minutach rozmowy zaprzyjaźniają się ze sobą. I
dochodzi do całkiem ciekawych wydarzeń… Przeżywają chwilę grozy, w której jedna
z nich mogła zginąć.
Gatunek: Komedia.
Na podstawie: film Tima
Burtona: "Mroczne Cienie" i film Mika Newella "Wielkie Nadzieje”.
Bohaterowie:
1. Dr Julia Hoffman,
2. Miss Havisham.
Był słoneczny dzień. Wysoka, rudowłosa kobieta o bladej cerze i mocnym
makijażu szła zarośniętą drogą do wielkiego dworu. Gdy weszła do środka
uderzyła ją ciemność. Po chwili jej oczy przyzwyczaiły się. W oddali zobaczyła
małe światełko. Postanowiła iść w tamtą stronę. Po drodze napotkała schody. Z
wielkim trudem weszła po nich i stanęła przed źródłem światła. Zobaczyła mały
pokuj. Wyglądał na stary, tak jak reszta dworu. Było w nim pełno rzeczy.
Wszystko wydawało się jakby zatrzymane w miejscu. Po chwili zobaczyła kobietę
siedzącą przy lustrze. Miała piękną, ale jednak starą suknie ślubną, welon
opadający na twarz i tylko jeden but. Wyglądała jakby od dawna nie wychodziła
na słońce, ale mimo tego była bardzo ładna.
Miss Havisham: Och, to Ty. Czekałam Na
Ciebie.
Rzekła
odwracając się od lustra.
Dr Julia Hoffman: Witam Panią.
Powiedziała
wchodząc do pokoju.
Miss Havisham: Podejdź bliżej,
niech na Ciebie spojrzę.
Wyciągnęła
z szuflady szkła powiększające i przyłożyła je do oczu. Dr Hoffman powoli
podchodząc wpadła na kredens.
Miss Havisham: Uważaj.
Wszystko ma być na swoim miejscu.
Dr Julia Hoffman: Och...Przepraszam
Panią, ale trochę zakręciło mi się w głowie.
Miss
Havisham przyglądała się uważnie podchodzącej kobiecie. Gdy ta stanęła zaczęła
się w nią wpatrywać. Trwało to kilka minut.
Dr Julia Hoffman: Yhym, no.. Przyjrzała
się już Pani?
Miss Havisham: Emm… Tak.
Powiedziała
wyrywając się z zadumy.
Dr Julia Hoffman: To.. Mogę gdzieś
usiąść?
Rozglądnęła
się po pokoju. Jednak nie zauważyła nigdzie nic co by się nadawało.
Miss Havisham: Tak, podłoga jest
wola.
Dr Julia Hoffman: Am...To ja może
postoje...
Miss Havisham: Tutaj jest
krzesło, niech Pani usiądzie i wreszcie mi powie po co tu przyszła…
Powiedziała
przysuwając zakurzone krzesło. Julia usiadła.
Dr Julia Hoffman: No dobrze… Przyszłam
tu, bo ktoś mi zlecił, żebym z Panią porozmawiała. Bo nie wiem czy Pani wie, ale
jestem psychologiem.
Miss Havisham: Czy mogę wiedzieć
kto?? Nie potrzebuję żadnego psychologa!
Podniosła
się gwałtownie ze swojego miejsca.
Dr Julia Hoffman: Och... Dokładnie
nie wiem kto to był, nie przedstawił się...I niech Pani usiądzie. Zauważyłam , że
tutaj stoją wszystkie zegary. Mogę wiedzieć czemu?
Miss Havisham: Plaga sępów...
Uspokoiła
się trochę. Odwróciła i usiadła na swoim miejscu przed lustrem.
Tutaj czas się nie liczy.
Dr Julia Hoffman: A dlaczego?
Miss Havisha: Zatrzymałam wszystkie
zegary wiele lat temu kiedy…
Dr Julia Hoffman: Kiedy..?
Miss Havisham: Nie zna Pani
mojej historii?
Dr Julia Hoffman: Nie...
Albo znam i zapomniałam kiedy się opiłam..
Jak tak, to przepraszam, ale niech Pani opowie.
Miss Havisham: Pani się upija..?
Dr Julia Hoffman: Niech się Pani
nie przejmuje, rzadko mi się to zdarza, teraz jestem trzeźwa.
W
ostatniej chwili chwyciła się stołu, by nie spaść z krzesła na zakurzoną
podłogę. Jej towarzyszka westchnęła.
Miss Havisham: Kiedyś zostawił
mnie mój.... Narzeczony… Zdradził mnie i wszystko zostawiłam takim jakim jest i
nigdy nie mam zamiaru niczego zmieniać. Czas się już dla mnie nie liczy! Nie
ufam mężczyznom i nie wychodzę na światło dzienne od tamtego dnia. Więcej nie
mam zamiaru opowiadać.
Popatrzyła
się podejrzliwie w stronę Dr Hoffman.
Dr Julia Hoffman: Hmm... Fascynujące....Aa...
Pani nie uważa, że lepiej...Lepiej zapomnieć?
Po
tych słowach dostała czkawki.
Miss Havisham: Co Pani
powiedziała...? CO PANI POWIEDZIAŁA???!!
Pierwsze
zdanie wypowiedziała chicho, prawie szeptem. Wypowiadając drugie wstała i
krzyczała.
Miss Havisham: ZAPOMNIEĆ... ZAPOMNIEĆ..
NIGDY!
Dr Julia Hoffman: Och...Przepraszam!!
Nie chciałam pani urazić!
Wstała by podejść, ale
potknęła się o swoją torebkę i upadła na podłogę. Mis Havisham popatrzyła tylko
z pogardą i usiadła z powrotem.
No dobrze...Niech się Pani uspokoi…
Próbuje
wstać, ale niestety bez powodzenia. Kobieta przy lustrze ciężko oddycha
starając się uspokoić. Gdy jej się to udało zwołuje służbę.
Miss Havisham:
Posadźcie ją z powrotem na krzesło.
Powiedziała
do służby i machnęła lekceważąco ręką.
Dr Julia Hoffman: Dziękuję...
Z
pomocą służby siada na krześle.
Miss Havisham: Idźcie.
Odprawia
ich ruchem ręki.
Dr Julia Hoffman: No dobrze... Może mi
Pani powiedzieć kiedy zdarzyło się to..To..To o czym Pani mówiła?
Powiedziała
czkając.
Miss Havisham: Wiele księżyców
temu …
Dr Julia Hoffman: Dużo mi to mówi...
Miss Havisham: Mówiłam, mówiłam.
U mnie czas się nie liczy. Czas nie istnieje.
Dr Julia Hoffman: A no tak...
Ma może Pani rum lub coś innego do picia?
Miss Havisham: Nie dam Pani
niczego w tym stanie…
Dr Julia Hoffman: No dobrze…
Popatrzyła
na towarzyszkę pół przytomnym wzrokiem.
Miss Havsham: Po co tu Pani przyszła
i po co zadaje mi Pani te pytania? Jaki to ma cel?
Westchnęła
i znowu spojrzała w lustro.
Dr Julia Hoffman: Już Pani mówiłam
, przyszłam, bo mnie przysłano, a te pytania pomogą mi zrozumieć Pani problem i
ułatwią leczenie.
Miss Havisham: Jakie leczenie? Moje
serce jest złamane! Nie potrzebuje leczenia.
Dr Julia Hoffman: Och...Na złamane
serce najlepszy jest rum.
Miss Havisham: Rum?
Dr Julia Hoffman: Tak lub gin.
Miss Havisham: Mojemu sercu już
nic nie pomoże, ale chętnie się napiję...
Dr Julia Hoffman: Niech Pani
poczeka, powinnam mieć w torebce butelkę lub dwie.
Zaczęła
szukać w swojej torebce.
O dwie! To jedna dla mnie, a druga dla
Pani!
Podaje
butelkę z rumem. Miss Havisham ją odbiera i zaczyna pić. Julia idzie w jej
ślady i wypija pół na raz. Miss Havisham nie chce być gorsza, więc wypija
wszystko i rzuca butelkę na ziemię.
Dr Julia Hoffman: To... Lepiej Pani??
Kobieta
nie odpowiada, tylko patrzy się dziwnym wzrokiem, a po chwili leci do tyłu na
podłogę. Julia tylko przez chwilę się popatrzyła, a potem wzruszyła ramionami i
piła dalej. Jednak po chwili Miss Havisham się obudziła i stwierdziła, że nie
może wstać.
Miss Havisham: Czy pomoże mi
Pani z tą suknią? Wstać nie mogę.
Dr
Hoffman wstała z krzesła, ale z powodu wypicia dużej ilości alkoholu
przewróciła się. Postanowiła się nie poddawać i zaczęła się czołgać
Dr Julia Hoffman: Już… Amm...Idę...
W
końcu się doczołgała i próbuje podnieść towarzyszkę. Ta tylko głośno czka. Po
kilku próbach podniesienia usnęła na jej sukni.
Miss Havisham: Oł...
Uwaga na pająki, jest ich pełno w sukni.
Dr Julia Hoffman: Tak...Urocze
stworzątka...Tak...
Powiedziała
prawie nie przytomnie. Miss Havisham dosięga butelkę i wylewa jej zawartość na kobietę
leżącą na niej. Ta zerwała się natychmiast na równe nogi.
Dr Julia Hoffman: Co Pani robi?! Pani
marnuje rum!!
Miss Havisham: Mam dużo wina w
piwnicy.
Pani niech… Uważa…. Na moją… Suknie !
Powiedziała
czkając.
Dr Julia Hoffman: Dobrze...Dobrze...Niech
Pani poda mi rękę...
Podaje
jej rękę. Kobiety chwytają się. Miss Havisham wstała, lecz nie udało jej się długo
utrzymać równowagi i z głośnym krzykiem poleciała do przodu wywracając Julię.
Miss Havisham: Prze… Praszam Panią.
Powiedziała
znowu czkając.
Dr Julia Hoffman: Nic... Się nie
stało... Może Pani zawoła służbę?
Miss Havisham: To będzie wstyd...
Co pomyślą?
Będzie łatwiej zostać na podłodze...
Dr Julia Hoffman: Nie ważne co
pomyślą! Nie mogę wstać, a pająki mnie gryzą!
Miss Havisham: Ma coś Pani do
mojej sukni ślubnej?!
Dr Julia Hoffman: Suknia jest
piękna, tylko pająki mnie gryzą!
Niech chociaż Pani ze mnie zejdzie...
Schodzi
i opada twardo na podłogę.
Miss Havisham: Twarda... Przedtem
było przynajmniej miękko.
Dr Julia Hoffman: Co Pani powie?!
Wymachuje
rozpaczliwie nogami próbując zrzucić pająki. Przez przypadek strąca wazon, który
spadając na podłogę tłucze się na wiele kawałków.
Miss Havisham: Niech Pani tyle
nie wierzga.
Dr Julia Hoffman: ALE ONE MI WESZŁY
POD SPUDNICE!!
AAA!! NIECH JE PANI WEŹMIE!!!
Miss Havisham: Nie mam tyle
siły, by wybierać Pani pająki.
Wyjdą same.
Dr Julia Hoffman: AAAAAAA!!!
Miss Havisham: Proszę się
uspokoić.
Dr Julia Hoffman: Yhh...
Uspokaja
się.
Miss Havisham: Najwyższy czas.
Dr Julia Hoffman: Wie Pani gdzie
jest moja torebka?
Miss Havisham: Kilka metrów
dalej.
Dr Julia Hoffman: Chce może Pani
zapalić?
Powiedziała
czołgając się do torebki.
Miss Havisham: Tak, proszę.
Odbiera
podanego papierosa. Czołga się do kominka i próbuje odpalić.
Dr Julia Hoffman: Mam gdzieś
zapalniczkę!
Szuka
w torebce.
O jest!
Podpala
swojego papierosa i rzuca do Miss Havisham.
Miss Havisham: Co to jest??
Dr Julia Hoffman: Zapalniczka.
Miss Havisham: Nie znam takiego
czegoś.
Dr Julia Hoffman: No to niech Pani
łapie zapałki.
Rzuca.
Łapie pudełko, bierze zapałkę i przykłada do ognia w kominku. Szybko się zapala
i zaczyna parzyć w rękę. Rzuca z krzykiem zapałkę. Spada przez przypadek na
suknie. Zapala się. Wrzeszczy. Julia błyskawicznie wyciąga gaśnicę z torebki i
gasi towarzyszkę.
Miss Havisham: Dziękuję.
Uspokaja
się.
Dr Julia Hoffman: Och... Dobrze, że
jednak wzięłam tą gaśnicę…
Miss Havisham: Pani ma dużo
rzeczy w torebce.
Nie umiem tego zapalić…
Dr Julia Hoffman: Niech Pani to
pokarze.
Podczołguje
się i zapala.
Miss Havisham: Dziękuję Pani.
Zaciąga
się i kaszle.
Miss Havisham: Gdybym zginęła, położyliby
mnie na stole obok tortu weselnego i zaprosiłabym Panią na pogrzeb.
Dr Julia Hoffman: Och…
Wie Pani co? Spać mi się chce…
Błyskawicznie
zasypia. Jej towarzyszka robi to samo.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)